V niedziela Wielkiego Postu

(Flp 3,8-14)
Wszystko uznaję za stratę ze względu na najwyższą wartość poznania Chrystusa Jezusa, Pana mojego. Dla Niego wyzułem się ze wszystkiego i uznaję to za śmieci, bylebym pozyskał Chrystusa i znalazł się w Nim – nie mając mojej sprawiedliwości, pochodzącej z Prawa, lecz Bożą sprawiedliwość, otrzymaną przez wiarę w Chrystusa, sprawiedliwość pochodzącą od Boga, opartą na wierze – przez poznanie Jego: zarówno mocy Jego zmartwychwstania, jak i udziału w Jego cierpieniach – w nadziei, że upodabniając się do Jego śmierci, dojdę jakoś do pełnego powstania z martwych. Nie [mówię], że już [to] osiągnąłem i już się stałem doskonałym, lecz pędzę, abym też [to] zdobył, bo i sam zostałem zdobyty przez Chrystusa Jezusa. Bracia, ja nie sądzę o sobie samym, że już zdobyłem, ale to jedno [czynię]: zapominając o tym, co za mną, a wytężając siły ku temu, co przede mną, pędzę ku wyznaczonej mecie, ku nagrodzie, do jakiej Bóg wzywa w górę w Chrystusie Jezusie.

**********************

**********************

Chyba najpiękniejsza w tym liście jest Pawłowa determinacja, z jaką autor dąży do spotkania z Panem. Determinacja i wolność, wolność PROROKA. Wszystko jest stratą, wszystko jest niczym w porównaniu z byciem z NIM…byle pozyskać Chrystusa. Jest w tym wyznaniu porywająca gorliwość, już nie przecież neofity, ale więźnia, który sporo przecierpiał dla imienia JEZUS. Więzienie było dla Pawła ogołoceniem, było dla niego jakąś bezradnością, ale było też i – w jakimś sensie – wyzwoleniem. Pozbawiony tego, co sprawiało, że był silny – możliwości bezpośredniego siana Słowa i radości oglądania jego wzrostu, Paweł umierał dla siebie, rodząc się dla Chrystusa. Nie miał nic, oprócz Niego, który przecież zawsze czeka, zawsze JEST.

Znów błogosławiona niemoc, błogosławiona pustynia, błogosławione cierpienie,  błogosławiona słabość, błogosławiona noc, błogosławione więzienie. Byle by tylko pozyskać Chrystusa…

Daj mi Panie taką determinację, taką miłość do Ciebie…

Spirydon, przyszły
archimandryta i misjonarz Sybiru:

„Ty wiesz, dziadku, Symeonie, – mówił jako czternastoletni
chłopiec w drodze do Kijowa – że o nic nie proszę Boga.
Nie proszę nawet, abym był święty i jaśniał jak słonce.

Ale chciałbym całą moją istotą kochać Go tak,
że nikt nie mógłby Go kochać bardziej niż ja.
Chciałbym zapomnieć o wszystkim, wszystkim,
zapomnieć o moich rodzicach,
zapomnieć o domu,
zapomnieć o całym świecie,
zapomnieć także o sobie samym,
i cały
przemienić się w miłość do Niego.

Niechbym nie odziedziczył królestwa Bożego,
niechbym nie zobaczył
nigdy naszego Pana na tamtym świecie,
niechbym nie był już nawet człowiekiem,
ale
żebym był cały miłością do Niego.”

Dodaj komentarz