Należy zacząć od bilansu Funduszu Kościelnego

Należy zacząć od bilansu Funduszu Kościelnego

Marek Domagalski 26-03-2012, ostatnia aktualizacja 26-03-2012 07:56, za portalem rp.pl
ks. prof. Dariusz Walencik jest kierownikiem Zakładu Prawa Wyznaniowego Wydziału Prawa i Administracji Uniwersytetu Opolskiego

autor: Tomasz Jodłowski
źródło: Fotorzepa
ks. prof. Dariusz Walencik jest kierownikiem Zakładu Prawa Wyznaniowego Wydziału Prawa i Administracji Uniwersytetu Opolskiego

Projekt rządu może być punktem wyjścia do negocjacji, ale cel musi być szerszy: całościowy model finansowania związków wyznaniowych – mówi prawnik z Uniwersytetu Opolskiego ks. prof. Dariusz Walencik

W  sporach o Fundusz Kościelny, księże profesorze, słyszy się argument, że przecież Komisja Majątkowa zwróciła Kościołowi już prawie wszystko. Złośliwi powiedzą: z naddatkiem. Po co więc Fundusz Kościelny?

Ks. prof. Dariusz Walencik: Przecież to dwie odrębne instytucje. Fundusz Kościelny powstał na mocy ustawy z 20 marca 1950 r. o przejęciu przez państwo dóbr martwej ręki, poręczeniu proboszczom posiadania gospodarstw rolnych i utworzeniu Funduszu Kościelnego. Bazą materialną Funduszu miały być dochody z przejętych, zgodnie z ustawą, nieruchomości związków wyznaniowych, wspomagane dotacjami z budżetu państwa. Miały służyć wyłącznie celom kościelnym i charytatywnym. Przepisy te nigdy nie były wykonywane. Nie została więc dokonana inwentaryzacja nieruchomości przejętych na własność państwa, nie próbowano też ustalić, jakie przynoszą dochody, ani metody ich oszacowania. Na zasadność utrzymywania Funduszu Kościelnego, w całości lub części, patrzy się wyłącznie przez pryzmat posiadanych obecnie przez związki wyznaniowe nieruchomości, a trzeba brać pod uwagę okoliczność, że Fundusz w latach 1950 – 1989 nie wypełniał ustawowych zadań lub ograniczały go w tym względy polityczne. Na podstawie zachowanych ksiąg rachunkowych Funduszu możemy stwierdzić z całą pewnością, że w tym okresie 2/3 środków wydatkowano na cele niezgodne z ustawą, w tym na walkę z Kościołem.

A Komisja Majątkowa?

Po zmianach 1989 r. państwo polskie wyraziło wolę naprawienia krzywd wyrządzonych Kościołowi. Zgodziło się zwrócić instytucjom kościelnym tę część dóbr, którą zagarnęło wbrew prawu PRL. Znalazło to wyraz w ustawie z 17 maja 1989 r. o stosunku państwa do Kościoła katolickiego, w której jest rozdział dotyczący regulacji spraw majątkowych. Utworzono działającą w latach 1990 – 2011 Komisję Majątkową składającą się w równej liczbie z przedstawicieli wyznaczanych przez ministra spraw wewnętrznych i administracji oraz sekretarza Konferencji Episkopatu Polski. Tak więc żadne rozstrzygnięcie Komisji nie mogło zapaść bez zgody przynajmniej jednego z przedstawicieli strony rządowej. Komisja nie była sądem ani organem administracji publicznej, a postępowanie regulacyjne miało charakter postępowania quasi-mediacyjno-polubownego między państwem a osobami prawnymi Kościoła. Rozwiązanie to było pod wieloma względami oryginalne i nowatorskie, stwarzało bowiem możliwość pozasądowego dochodzenia roszczeń z udziałem zainteresowanych. Postępowanie regulacyjne można więc postrzegać jako instrument sprawiedliwości transformacyjnej. Z upływem lat jednak coraz mniej przystawał do zmieniającego się systemu prawnego, w tym Konstytucji RP i wyznaczanych przez nią standardów. Władza prawodawcza nie podjęła wysiłku dostosowania przedkonstytucyjnej ustawy z 1989 r. do nowej konstytucji z 1997 r., a efektem była krytyka Komisji Majątkowej, podejrzenia popełniania przez jej członków przestępstw, wreszcie jej likwidacja.

Czy chce ksiądz profesor powiedzieć, że Fundusz Kościelny i przepisy umożliwiające kościelnym osobom prawnym składanie wniosków rewindykacyjnych uzupełniały się?

Tak, bo nie dotyczą one tej samej materii. Fundusz Kościelny w założeniu był funduszem celowym, którego budżet miały stanowić dochody z przejętych na własność państwa nieruchomości kościelnych i dotacje państwowe. A przedmiotem postępowań regulacyjnych – w odniesieniu do ustawy o dobrach martwej ręki – mogły być wyłącznie grunty upaństwowione z naruszeniem jej przepisów, czyli bez zachowania gwarantowanych tą ustawą norm obszarowych.

Jaki jest cel Funduszu dzisiaj? Na co idą te pieniądze?

Cele Funduszu Kościelnego określone są w pięciu różnych aktach prawnych i od razu powiedzmy, że nie są one spójne. Trzy podstawowe cele Funduszu to: dofinansowanie składek na ubezpieczenia społeczne (emerytalne, rentowe i wypadkowe) tych duchownych, którzy nie podlegają ubezpieczeniom z innych tytułów. Z Funduszu opłacane jest 80 proc. tych składek, a za członków zakonów kontemplacyjnych i misjonarzy w okresach ich pracy na misjach 100 proc. składek. Ponadto Fundusz pokrywa składkę na ubezpieczenie zdrowotne alumnów wyższych seminariów duchownych. Drugi cel to wspomaganie działalności charytatywno-opiekuńczej, oświatowej i wychowawczej instytucji kościelnych. Trzeci to konserwacja i remonty zabytkowych obiektów sakralnych. Od 2010 r. w praktyce Fundusz służy tylko jednemu celowi: dofinansowywaniu składek ubezpieczeniowych.

Czy Kościół może decydować o konkretnym przeznaczeniu pieniędzy?

Kościół nie ma w ogóle wpływu na zarządzanie tymi pieniędzmi. Odpowiedzialna jest za to specjalna komórka w Departamencie Wyznań Religijnych, Mniejszości Narodowych i Etnicznych Ministerstwa Administracji i Cyfryzacji. To urzędnicy państwowi sporządzają projekt budżetu Funduszu, prowadzą dokumentację księgową, rozliczają środki. Przedstawiciele związków wyznaniowych nie biorą udziału w pracach organów Funduszu, chociaż przewiduje to zarówno ustawa o dobrach martwej ręki, jak i statut Funduszu Kościelnego.

Sam ksiądz profesor zaznaczył, że niektóre regulacje nie są stosowane z takich czy innych powodów. Czy zdaniem księdza regulacje dotyczące Funduszu nie wymagają zmian?

Czy w propozycjach rządu nie ma racjonalnych elementów?

Oczywiście, że Fundusz wymaga zmian. Proszę jednak zauważyć, że w propozycjach MAiC jest tylko mowa o jego likwidacji. W ogóle nie ma mowy o próbie jego naprawienia czy o konieczności rozliczenia go i przedłożenia przez stronę rządową sprawozdania z wykonania ustawy o dobrach martwej ręki. Tymczasem jest to dobra okazja, aby dokonać całościowego bilansu. Należałoby w nim przedstawić, ile Kościół stracił w PRL, ile zdołał odzyskać po 1989 r., z czego zrezygnował na rzecz społeczeństwa, i jasno powiedzieć, że ten bilans oznacza zamknięcie pewnego historycznego okresu i obie strony uważają sprawę rewindykacji majątkowych za ostatecznie zakończoną. Otóż państwo przejęło nieruchomości związków wyznaniowych i zobowiązało się do zarządzania przejętym majątkiem w ich interesie i na ich rzecz. Dochody z przejętych nieruchomości powinny być wyodrębnione rachunkowo w budżecie, wykazane w księgach rachunkowych i przekazywane na cele ustawowe. Skoro likwidujemy Fundusz, to robimy bilans i zamykamy księgi. Dopiero po dokonaniu tego bilansu należałoby przystąpić do budowy nowoczesnego, całościowego modelu finansowania Kościoła ze środków publicznych. Pierwszym krokiem powinno być uchwalenie nowej ustawy o Funduszu i uchylenie w całości ustawy o dobrach martwej ręki. Można oczywiście zastrzec, że to ustawa tylko na okres przejściowy potrzebny obu stronom do wypracowania nowego modelu finansowania Kościoła.

Co powinno się znaleźć w tej nowej ustawie?

Powinna wyraźnie określić źródła finansowania Funduszu Kościelnego i jego cele – ograniczyć je do wspierania działalności społecznej Kościoła i dalszego dofinansowywania składek na ubezpieczenia. Wysokość tego dofinansowania jest do przedyskutowania. Co więcej, należałoby uszczelnić sam system. Sposób ewidencji ubezpieczonych w ZUS nie pozwala precyzyjnie określić liczby duchownych poszczególnych związków wyznaniowych, których składki są dofinansowywane przez Fundusz. Przy uszczelnianiu systemu należałoby nałożyć na związki wyznaniowe obowiązek przesyłania do ZUS aktualnej listy ich duchownych, by ZUS, zweryfikowawszy deklaracje ubezpieczeniowe, mógł stwierdzić z całą pewnością, że jest to osoba duchowna danego związku wyznaniowego i przysługuje jej dofinansowanie składek z Funduszu.

Sugeruje ksiądz profesor, że w systemie mogą być martwe dusze?

Na pewno są takie przypadki. Ich wyeliminowanie da realne oszczędności. Nowa ustawa powinna przewidywać także powołanie zarządu Funduszu, w którym byliby przedstawiciele nie tylko strony rządowej, lecz także związków wyznaniowych. Wreszcie winna zagwarantować pełną przejrzystość działania. Wtedy wiedzielibyśmy np., jaką dokładnie sumę z Funduszu Kościelnego wydano na dofinansowanie składek ubezpieczeniowych duchownych Kościoła katolickiego, prawosławnego, ewangelickiego itd.

Niektórzy publicyści wskazują, że projekt rządowy był raczej obliczony na efekt polityczny, propagandowy, co by oznaczało instrumentalizację relacji państwo – Kościół. Jaki zdaniem księdza profesora powinien być tryb negocjacji?

Przede wszystkim negocjacje powinny się odbywać w ciszy gabinetów, a nie poprzez media. Jestem zniesmaczony faktem, że najpierw o rządowej propozycji dowiedzieli się dziennikarze, a dopiero potem przedstawiciele związków wyznaniowych. Powinno być na odwrót. Nie mam wątpliwości, że zgodnie z konstytucyjną (art. 25 ust. 4 – 5) i konkordatową (art. 22 ust. 2 i art. 27) zasadą bilateralności wymagane jest przeprowadzenie negocjacji. Powinny one zakończyć się podpisaniem umowy między Konferencją Episkopatu Polski upoważnioną przez Stolicę Apostolską a Radą Ministrów. Załącznikiem do tej umowy powinien być wspólnie wypracowany projekt ustawy. Na podobnych zasadach powinny odbywać się rozmowy z pozostałymi związkami wyznaniowymi. Dla Kościoła katolickiego właściwym forum negocjacji jest zespół ds. finansów rządowej i kościelnej komisji konkordatowej. Dla pozostałych związków wyznaniowych odpowiednie parytetowe komisje złożone z przedstawicieli Rady Ministrów i związków wyznaniowych.

A co z projektem rządowym?

Projekt przedstawiony przez stronę rządową jak najbardziej może stanowić punkt wyjścia do dalszych negocjacji, przy czym nie do przyjęcia jest zaproponowany cel projektu, który ogranicza się do „kompleksowej reformy systemu emerytalnego”. Celem projektu powinien być całościowy model finansowania związków wyznaniowych. Dalsze, konstruktywne rozmowy powinno poprzedzić rozliczenie się przez układające się strony z działalności Funduszu Kościelnego.

Ks. prof. Dariusz Walencik jest kierownikiem Zakładu Prawa Wyznaniowego Wydziału Prawa i Administracji Uniwersytetu Opolskiego

To był fundusz antykościelny

E.K. Czaczkowska Za portalem rp.pl

 

Przez 40 lat pieniądze mające służyć Kościołowi władze PRL wydawały na szkodliwą dla niego działalność

– Aż dwie trzecie pieniędzy z Funduszu Kościelnego państwo wydawało na działalność skierowaną przeciwko Kościołowi katolickiemu – mówi Michał Zawiślak, który w ubiegłym tygodniu obronił na KUL pracę doktorską o funkcjonowaniu Funduszu Kościelnego w PRL.

Przez kilka lat badał dokumenty funduszu z lat 1950 – 1989, które znajdują się w Archiwum Akt Nowych w Warszawie. Są wśród nich rachunki, a na nich dane: ile pieniędzy na co wypłacono i kto je odebrał.

Temat Funduszu Kościelnego powrócił niedawno, gdy biskupi zaproponowali jego likwidację w zamian za wprowadzenie 1 proc. odpisu od podatku na rzecz Kościoła.

Według Zawiślaka z dokumentów wynika, że większość wypłacanych w PRL przez zarządzający funduszem Urząd ds. Wyznań pieniędzy przeznaczana była na cele antykościelne. Zasilały wspieranie ruchów i księży kolaborujących z komunistami, czyli na tzw. ruch księży patriotów, nagrody dla członków Zrzeszenia Katolików Caritas, które przejęło kościelny Caritas, oraz jako wynagrodzenie dla donosicieli na duchownych.

Z tych pieniędzy wypłacano też nagrody dla urzędników Urzędu do spraw Wyznań, ich podróże.

Finansowano wydawanie książek i broszur szkalujących Kościół, prasę antykatolicką, honoraria dla naukowców, którzy teorią wspierali antykościelną politykę państwa, dotacje propagandowych wieców, materiały szkalujące biskupów, a także np. Związek Nauczycielstwa Polskiego.

– Mówi się, że to Fundusz Kościelny. Bzdura. Fakty pokazują, że to był fundusz antykościelny – komentuje ks. prof. Dariusz Walencik z Uniwersytetu Opolskiego. – Zamiast wspierać wspólnoty religijne, był on wykorzystywany do walki z nimi.

Zawiślak podkreśla, że taki sposób wydawania pieniędzy był niezgodny z ówczesnymi przepisami.

Zgodnie z ustawą z 1950 r. o przejęciu przez państwo dóbr martwej ręki fundusz miał być corocznie zasilany dochodami z nieruchomości kościelnych zabranych przez państwo. Ustawa wskazywała cele, na jakie mogły być wydawane te pieniądze: utrzymanie i odbudowa kościołów, pomoc materialna i lekarska dla księży, tworzenie dla nich domów wypoczynkowych, objęcie duchownych ubezpieczeniami chorobowymi, wypłacanie emerytur.

Zdaniem Zawiślaka tylko jedną trzecią środków przeznaczano na statutowe cele. I nie były one dzielone między różne Kościoły i związki wyznaniowe proporcjonalnie do wielkości zabranych im dóbr.

Urząd więcej wydawał na Kościoły mniejszościowe niż Kościół rzymskokatolicki (stracił najwięcej nieruchomości), po to, by go osłabić. Nieproporcjonalnie dużo otrzymywał np. Kościół polskokatolicki.

Dr Michał Zawiślak badał dokumenty funduszu z lat 1950 – 1989, wśród nich m.in. rachunki

W Archiwum Akt Nowych zachowała się lista osób, którym urzędnicy wypłacali nagrody noworoczne. Byli na niej zwierzchnicy Kościołów mniejszościowych, a także działacze ekumeniczni, państwowego Caritasu, Społecznego Towarzystwa Polskich Katolików. Nagroda wynosiła od trzech do dziesięciu średnich miesięcznych pensji. Była to gratyfikacja za lojalność wobec władz państwowych.

– To, że budżet był niedoszacowany, bo ustalany uznaniowo, oraz wydawany niezgodnie z ustawą, trzeba uwzględnić przy podejmowaniu decyzji o losach Funduszu Kościelnego – podsumowuje ks. Walencik.

Poseł Sławomir Kopyciński z Ruchu Palikota uważa, że sprawa wydatków z funduszu to tylko opinia dr. Zawiślaka. – Działalność funduszu w PRL przecież ewoluowała – mówi. – Nie ma dziś żadnych formalnoprawnych powodów, aby utrzymywać Fundusz Kościelny.

Kopyciński oddziela sprawę likwidacji funduszu od wprowadzenia odpisu od podatku proponowanego przez biskupów. –Jestem za rozwiązaniem niemieckim, czyli dodatkowym opodatkowaniem się wiernych na rzecz Kościoła – mówi.

Fundusz Kościelny stanowił w PRL 0,01 proc. budżetu państwa. Dziś – 0,03 proc.

Rzeczpospolita

O Funduszu Kościelnym i Komisji Majątkowej

Pełen emocji częściowy zwrot majątków Kościelnych

Marcin Przeciszewski / pm, 2011-11-18 (ekai.pl)

Fot. Łukasz Głowacki – fotoKAI

Kolejne zarzuty postawiła gliwicka prokuratura okręgowa byłym członkom Komisji Majątkowej w śledztwie dotyczącym nieprawidłowości przy zwrocie kościelnej ziemi.

Zarzuty postawiono w ciągu ostatniego miesiąca czterem byłym członkom Komisji. Dotyczą one wyrządzenia znacznych szkód w sprawach majątkowych oraz tzw. poświadczenia nieprawdy. Gliwicka prokuratura planuje postawić takie same zarzuty co najmniej jeszcze jednej osobie.

Z tej okazji KAI publikuje szersze opracowanie prezentujące wiarygodne informacje na temat działalności Komisji Majątkowej:

Komisja Majątkowa – powołana do rewindykacji bezprawnie zagarniętych dóbr kościelnych – przekazała – według przygotowanego przez MSWiA sprawozdania – kościelnym osobom prawnym 65,5 tys. hektarów ziemi, 490 budynków oraz rekompensatę w wysokości 143 mln 534 tys. zł. – co stanowi zaledwie cześć zabranego majątku. Komuniści zabrali Kościołowi katolickiemu około 155 tys. ha ziemi oraz ponad 4 tys. budynków.

Około 30 – spośród niemal 3 tys. spraw rozstrzygniętych przed Komisją – zostało zaskarżonych do prokuratury. Aktualnie w 16 przypadkach odmówiono wszczęcia śledztwa bądź umorzono postępowanie. Żaden z postawionych przez prokuraturę zarzutów nie został do dziś potwierdzony przez sąd.

Komunistyczne konfiskaty

Na skutek utraty przez Polskę dużej części terytorium państwowego po II wojnie światowej Kościół bezpowrotnie został pozbawiony wszystkich swych dóbr dobra na terenach wschodnich, które weszły w skład ZSRR.

Na pozostałych terenach, w pierwszym okresie po wojnie władze komunistyczne zachowywały pewien umiar wobec Kościoła, gdyż za głównego wroga wówczas uznawały antykomunistyczne podziemie oraz Polskie Stronnictwo Ludowe. W polityce wobec Kościoła ograniczyły się początkowo do wypowiedzenia Konkordatu z 1925 r., co miało być środkiem służącym do odizolowania go od Stolicy Apostolskiej.

Władze nie przystąpiły zatem od razu do konfiskaty dóbr kościelnych. Dekret promoskiewskiego, agenturalnego Polskiego Komitetu Wyzwolenia Narodowego o reformie rolnej z 6 września 1944 r. stwierdzał, że o położeniu prawnym nieruchomości należących do Kościoła ma zadecydować Sejm ustawodawczy. PKWN ograniczył się do przejęcia lasów stanowiących własność instytucji kościelnych. Zagarnięte zostały działki leśne o powierzchni powyżej 25 ha, włącznie z nieruchomościami tam się znajdującymi.

Generalny atak na Kościół nastąpił wraz z końcem lat czterdziestych. Wówczas podjęta została decyzja o pozbawieniu go podstaw materialnych. Pierwszym krokiem była likwidacja dzieł charytatywnych Kościoła. Na podstawie ustawy z 28 października 1948 r. o zakładach społecznych służby zdrowia upaństwowiono wszystkie kościelne szpitale. 8 stycznia 1951 r. weszła w życie ustawa o przejęciu aptek na własność państwa – w tym bardzo licznych prowadzonych przez zakony. 23 stycznia 1950 r. poddano pod przymusowy państwowy zarząd cały majątek znajdujący się we władaniu kościelnej Caritas i jej ogniw.

20 marca 1950 r. komunistyczny Sejm przyjął „ustawę o przejęciu przez państwo dóbr martwej ręki, poręczeniu proboszczom oraz Funduszu Kościelnym”. Stanowiła ona, że upaństwowieniu bez odszkodowania podlegać będą grunty rolne Kościoła i innych związków wyznaniowych. Wyjątkiem miały być gospodarstwa proboszczowskie o powierzchni do 50 ha. oraz do 100 ha na terenie województw poznańskiego, pomorskiego oraz śląskiego. Ponadto Episkopatowi, który zgodził się wówczas podpisać tzw. porozumienie z rządem 14 kwietnia 1950 r., udało się wynegocjować pozostawienie po 5 ha dla każdego domu zakonnego, po 50 ha dla biskupów diecezjalnych oraz dla seminariów duchownych. Wyłączone od konfiskaty miały być też budynki kościelne stojące na zabieranych Kościołowi gruntach.

Jednak praktyka była inna. Konfiskowano zazwyczaj wszystko, nie zważając na przepisy ustanowionego przez samych komunistów prawa. Oblicza się, że sumie zabrano wówczas Kościołowi co najmniej 155 tys. hektarów ziemi. W jego posiadaniu pozostało zaledwie 32 tys. 699 ha ziemi ornej: we władaniu parafii 30 tys. 268 ha, a zakonów 2 tys. 214 ha.

W dwa lata później, mocą dekretu z 24 kwietnia 1952 r. skonfiskowano majątek fundacji religijnych.

Ustawa o dobrach martwej ręki stanowiła, że dochody płynące z przejętego majątku miały być przekazywane na rzecz powołanego wówczas „Funduszu Kościelnego”. Był to jednak zapis martwy, gdyż nie oszacowano nigdy wysokości tych dochodów. Od tego czasu budżet państwa przekazuje Funduszowi na drodze decyzji politycznej określone kwoty. Choć zgodnie z ustawą Fundusz Kościelny miał służyć utrzymaniu i odbudowie kościołów oraz udzielaniu duchownym pomocy materialnej i lekarskiej, to w praktyce przez cały okres komunistyczny służył on przede wszystkim premiowaniu duchownych lojalnych wobec reżimu.

W kolejnych latach władze komunistyczne pozbawiały Kościół nawet tych nielicznych nieruchomości, jakich mu nie zabrano w epoce stalinowskiej. Dokonywało się to stopniowo drogą wywłaszczania lub konfiskaty, do czego jako pretekst służył np. fakt nie płacenia olbrzymich podatków nakładanych na te nieruchomości. Inne budynki zabierano kościelnym placówkom oświatowym w ramach tzw. laicyzacji szkolnictwa.

Na terenach poniemieckich proces odbierania Kościołowi dóbr przebiegał inaczej i trwał dłużej. Początkowo Kościołowi pozwolono na objęcie większości nieruchomości po Kościołach niemieckich. Jednak w 1957 r. Urząd do Spraw Wyznań orzekł, że majątek Kościołów, które w Rzeszy Niemieckiej uznawane były za podmiot prawa publicznego, powinien przejść na własność Skarbu Państwa PRL. Kościół zakwestionował tę decyzję i sprawa trafiła do Sądu Najwyższego. Tenże w grudniu 1959 r. orzekł, że Kościół rzymskokatolicki w Polsce nie jest osobą prawa publicznego. Konsekwencją była masowa i brutalna konfiskata kościelnych gruntów i nieruchomości. Sprawa została uregulowana dopiero w 1971 r. – w okresie odwilży gierkowskiej – na mocy specjalnej ustawy, te budynki i nieruchomości rolne, które nadal pozostawały we władaniu Kościołów, stały się ich własnością.

Jeśli chodzi o dobra ziemskie to jak wylicza znany specjalista ks. prof. Dariusz Walencik, prawnik, autor książki „Rewindykacja nieruchomości Kościoła katolickiego w postępowaniu przed Komisją Majątkową”, Kościołowi zabrano w sumie ok. 155 tys. hektarów. W świetle odnalezionego przezeń dokumentu z 1957 r. podającego dane z 19 diecezji – Kościół utracił do tego czasu 91 tys. ha ziemi i lasów oraz 2203 budynki.
Z dokumentów przechowywanych w Sekretariacie Konferencji Episkopatu a przekazanych KAI – zawierających ankietę, z której korzystał ks. prof. Walencik uzupełnioną w 1964 r. – Kościołowi zabrano do 1964 r.: 3356 budynków, nie biorąc pod uwagę licznych zabudowań gospodarczych. Dane te dotyczą 19 diecezji.

Jeśli chodzi o przeznaczenie, to wśród skonfiskowanych Kościołowi obiektów znajdowało się m. in.:

– 90 szpitali,
– 490 szkół i przedszkoli,
– 278 kaplic i miejsc sprawowania kultu,
– 398 domów katechetycznych, parafialnych i rekolekcyjnych,
– 71 burs i internatów,
– 136 domów dziecka,
– 57 domów starców,
– 1117 domów mieszkalnych.

Z kolei dokument dotyczący konfiskaty budynków należących do zgromadzeń zakonnych pokazuje, że środowiska zakonne starano się pozbawić przede wszystkim prowadzonych przez nie dzieł charytatywnych i edukacyjnych. Stąd zabrano 333 budynki, w których znajdowały się przedszkola: 327 zgromadzeniom żeńskim i 6 męskim. Skonfiskowano 117 domów dziecka należących do zgromadzeń żeńskich i 14 do męskich. Zabrano także 18 szkół podstawowych i 74 szkoły średnie. Zabrano 63 szpitale należące do zgromadzeń żeńskich i 12 do męskich. Skonfiskowano też 52 domy starców należące do zgromadzeń żeńskich. Ponadto zgromadzenia męskie utraciły 29 budynków, w których znajdowały się seminaria duchowne.
Aby wykazać pełen majątek skonfiskowany Kościołowi przez komunistyczne władze w okresie PRL, niezbędne są dalsze badania i kwerendy archiwalne i takowe są prowadzone przez ks. prof. Walencika.
Komisja Majątkowa zwróciła Kościołowi tymczasem 490 budynków, co stanowi – uwzględniając także szacunkowe dane z pozostałych diecezji – zaledwie ok. 12. proc.

Geneza Komisji Majątkowej 

Po zmianach 1989 r. państwo polskie zadeklarowało wolę naprawienia krzywd wobec Kościoła, zgadzając się na zwrot tej części dóbr zagarniętych instytucjom kościelnym, jaka została dokonana z pominięciem wprowadzonego przez komunistów prawa.

Znalazło to wyraz w ustawie z 17 maja 1989 r. o stosunku państwa do Kościoła katolickiego, w której znalazł się rozdział nt. regulacji spraw majątkowych. W tym celu utworzono Komisję Majątkową, składającą się z przedstawicieli rządu i Kościoła. Komisja ta nie była sądem ani organem administracji publicznej, a postępowanie regulacyjne miało charakter postępowania „quasi mediacyjno-polubownego” między państwem a osobami prawnymi Kościoła. Dlatego też nie przysługiwał tryb odwoławczy od jej rozstrzygnięć (i nie jest to jedyny wyjątek w prawie polskim), co zresztą później stało się przedmiotem krytyk.

W późniejszych latach zostały powołane analogiczne komisje dla innych Kościołów bądź związków religijnych: Komisja Regulacyjna ds. Polskiego Autokefalicznego Kościoła Prawosławnego (1998), Komisja Regulacyjna ds. Kościoła Ewangelicko-Augsburskiego (1994), Komisja Regulacyjna ds. Gmin Wyznaniowych Żydowskich (1997) oraz Międzykościelna Komisja Regulacyjna (2000) rozpatrująca roszczenia innych związków wyznaniowych. Komisje te powstały na mocy ustaw regulujących stosunki państwa z danym związkiem wyznaniowym, bądź ustawy o gwarancjach wolności sumienia i wyznania i mają analogiczny tryb działania jak Komisja Majątkowa. Warto zauważyć, że prerogatywy, jakie po 1989 r. uzyskał w Polsce Kościół katolicki, były dokładnie kopiowane w ustawodawstwie dotyczącym innych związków wyznaniowych. Nie można więc mówić o jakimkolwiek uprzywilejowaniu naszego Kościoła.

Przedmiotem postępowania przed Komisją Majątkową mogły być tylko nieruchomości zagarnięte z ominięciem komunistycznego prawa. Postępowaniem zostały objęte także nieruchomości kościelne, jeżeli zostały wywłaszczone, a odszkodowanie nie zostało wypłacone, lub wywłaszczone w trybie egzekucji zaległości podatkowych. W przypadku majątku stowarzyszeń kościelnych lub zgromadzeń bezhabitowych przedmiotem postępowania mogły być ich dobra przejęte na drodze rozporządzenia ministra administracji publicznej z 10 marca 1950 r. o ich likwidacji.

Postanowiono, że regulacja nie może naruszyć praw nabytych przez osoby trzecie. W takich wypadkach postanowiono przydzielać mienie zastępcze lub wypłacać odszkodowanie.

Członkowie Komisji Majątkowej wyznaczani byli na zasadzie parytetu przez stronę rządową i kościelną. Ze strony rządu robił to minister spraw wewnętrznych i administracji, a ze strony Kościoła – sekretarz generalny Konferencji Episkopatu Polski. Obsługę administracyjną Komisji zapewniało Ministerstwo Spraw Wewnętrznych i Administracji.

Uczestnikiem postępowania była zawsze poszkodowana instytucja kościelna, która przedstawiała roszczenie do Skarbu Państwa, państwowej osoby prawnej lub jednostki samorządu terytorialnego. Najprostszym rozwiązaniem było zawarcie ugody. Komisja nadawała klauzulę wykonalności ugodzie zawartej między uczestnikami postępowania. Jeśli uczestnicy nie byli w stanie zawrzeć ugody, to Komisja była zobowiązana do wydania orzeczenia przywracającego określoną nieruchomość, przyznającego nieruchomość zastępczą lub odszkodowanie.

Jeśli stanowiska członków Komisji strony kościelnej i rządowej były rozbieżne, następowało tzw. „nieuzgodnienie stanowisk”. Wnioskodawca kościelny mógł wówczas w ciągu sześciu miesięcy wnieść sprawę do sądu.

W praktyce jednak orzeczenia Komisji Majątkowej często napotykały na niespotykane trudności. Najczęściej blokowane były na różnych szczeblach administracji.

Ile oddano? 

Wedle danych jakie zawiera „Sprawozdanie z działalności Komisji Majątkowej w latach 1990 – 2011”, sporządzone przed zakończeniem jej działalności, do Komisji Majątkowej złożone zostały 3063 wnioski o wszczęcie postępowania regulacyjnego. Zespoły orzekające Komisji zatwierdziły 1486 ugód przywracających lub przekazujących własność kościelnym osobom prawnym, wydano 990 orzeczeń przywracających lub przekazujących własność kościelnym osobom prawnym. Natomiast 666 postępowań zakończono odrzuceniem lub oddaleniem wniosku, bądź też umorzeniem postępowania przed Komisją Majątkową. W 136 postępowaniach Zespoły Orzekające nie uzgodniły orzeczenia w sprawie. Na dzień zniesienia Komisji pozostało 216 wniosków, w których nie zakończono postępowania regulacyjnego.

W toku postępowań regulacyjnych Zespoły Orzekające Komisji Majątkowej przekazały osobom prawnym Kościoła katolickiego nieruchomości o łącznym obszarze 65,5 tys. hektarów oraz rekompensatę i odszkodowania w wysokości 143,5 mln zł. oraz 490 nieruchomości zabudowanych. Kościelnym osobom prawnym przekazano w tym 9 przedszkoli, 8 szkół podstawowych, 18 szkół ponadpodstawowych, 8 domów dziecka, 10 domów pomocy społecznej, 19 szpitali oraz 15 innych obiektów służby zdrowia.

Nie wyliczona została dotąd sumaryczna wartość dóbr odzyskanych przez Kościół? W opinii obu ostatnich byłych współprzewodniczących Komisji Majątkowej, Krzysztofa Wąsowskiego i Józefa Różańskiego, obecnie nikt nie jest w stanie policzyć wartości całości roszczeń Kościoła i wartości odzyskanych nieruchomości, gdyż podmioty kościelne uzyskiwały ich zwrot, lub nieruchomość zamienną lub wypłacano odszkodowanie za nieruchomości utracone w różnym okresie i na bazie różnych podstaw prawnych. Ks. prof. Walencik wykazuje, że sprawozdanie MSWiA zawiera liczne braki. Na jego ostateczne wyliczenia wielkości majątku zwróconego Kościołowi trzeba będzie jeszcze poczekać.

W świetle dotychczasowych, szacunkowych wyliczeń ks. prof. Dariusza Walencika, Kościół odzyskał majątek wart najwyżej kilka miliardów złotych. Biorąc pod uwagę, że Kościół dostał tytułem rekompensaty 65 tys. 538 ha nieruchomości, z tego około 65 tys. ha ziemi rolnej, a średnia cena jednego hektara waha się dziś w granicach 17 tys. zł, łatwo wyliczyć, że jej wartość wynosi ok. 1,1 miliarda złotych. Ponadto z puli wojewodów uzyskał 17 tys. hektarów na ziemiach poniemieckich, wartych 340 mln zł. Nie znamy wartości wymienionych wyżej 490 nieruchomości zabudowanych. Trzeba by wycenić osobno każdą z nich. Ale biorąc pod uwagę aktualne ceny rynkowe, szacować można, że ich wartość nie przekracza 2-3 miliardów złotych. W sumie więc Kościołowi zwrócone zostały dobra o wartości nie wyższej niż 5 mld zł.

Konflikt z samorządami

Szczególne problemy wystąpiły na linii Komisja Majątkowa – samorządy. Spowodowane zostało to faktem, że kiedy zapadała decyzja o powstaniu Komisji Majątkowej w 1989 r. – samorządy nie istniały, dlatego nie uwzględniono ich jako partnera w postępowaniu regulacyjnym. Jednak w późniejszych latach na mocy ustaw tworzących samorządy, państwo przekazało im na własność znaczną część tych gruntów, jakie znajdowały się na ich terenach. W ustawie samorządowej jest zapis, że w takich przypadkach samorząd staje się uczestnikiem postępowania regulacyjnego przed Komisją i spadają nań te same obowiązki, jakie miał Skarb Państwa.

Wychodząc z tego założenia, Komisja Majątkowa – w sytuacji, kiedy państwowa agencja nie wyznaczyła gruntu zamiennego za skonfiskowaną nieruchomość – korzystała z prawa możliwości przyznania wnioskodawcy jako mienie zastępcze wskazanej przez niego (i samodzielnie wyszukanej) nieruchomości. Sytuacja ta rodziła jednak olbrzymie napięcia, gdy np. wójt wystawił jakąś nieruchomość na sprzedaż, a w pewnym momencie zostawała ona przyznana określonej instytucji kościelnej. Tak było np. w Krakowie. W 2006 r. komisja przyznała zakonowi cystersów siedem działek o wartości 24 mln złotych. Była to – częściowa tylko – rekompensata za 300 hektarów ziemi zabranej zakonowi, na których pobudowano Nową Hutę. W odpowiedzi na to prezydent Krakowa, Jacek Majchrowski oprotestował sprawę. Podobne przypadki miały miejsce gdzie indziej.

Niekonstytucyjność?

Zarzut o „niekonstytucyjności” prac Komisji majątkowej powstał ze względu na brak możliwości postępowania odwoławczego od jej orzeczeń. Zostało to zaskarżone w styczniu 2009 r. do Trybunału Konstytucyjnego przez SLD. 15 grudnia 2010 r. Komisję zaskarżyła do Trybunału Konstytucyjnego także rzecznik praw obywatelskich prof. Irena Lipowicz. Tak jak SLD, prof. Lipowicz zaskarżyła przede wszystkim fakt, że od decyzji Komisji nie przysługuje odwołanie. Ale przedstawiła szerszą argumentację za tym, że gminy mają prawo do sądowej ochrony mienia.
Trybunał Konstytucyjny 8 czerwca 2011 r. uznał tylko jeden z przepisów o Komisji Majątkowej za niezgodny z Konstytucją oraz umorzył sprawę w pozostałej części. Niekonstytucyjny okazał się przepis mówiący, że rząd określi w rozporządzeniu, mienie których jednostek Skarbu Państwa lub samorządu Komisja może przekazać Kościołowi. A to określać mogła tylko ustawa.

Zarzuty o przestępstwa

Szeroko lansowany był zarzut o zaniżaniu wartości gruntów, które były przyznawane przez Komisję Majątkową jako rekompensaty za utracone mienie. Tymczasem warto pamiętać, że Komisja Majątkowa rozpatrzyła ponad 2800 wniosków, a zarzuty dotyczą zaledwie 30, a wiec około procenta rozpatrzonych spraw. Ponadto żaden z zarzutów nie został dotąd potwierdzony.

Najwięcej jednak szkód reputacji komisji przyniosła działalność Marka Piotrowskiego, który pełnił przed nią rolę pełnomocnika niektórych podmiotów kościelnych – a wcześniej pracował w milicji i SB (w latach 1966 – 1974). Był pełnomocnikiem m.in. zakonu elżbietanek, bazyliki Mariackiej w Krakowie, zgromadzenia norbertanek czy Towarzystwa Pomocy dla Bezdomnych im. Brata Alberta. Część spraw, w których Piotrowski występował jako pełnomocnik budzi zastrzeżenia prokuratury. Oskarżony jest też o wręczenie łapówki jednemu z członków Komisji.

Warszawska Prokuratura Okręgowa postawiła w 2009 r. zarzuty dwóm członkom Komisji Majątkowej ze strony kościelnej: ks. Mirosławowi Piesiurowi oraz Krzysztofowi Wąsowskiemu, za rzekome sfałszowanie (podpisanie w inny, dniu) orzeczenia o przekazaniu Zgromadzeniu Elżbietanek 47 hektarów gruntów na warszawskiej Białołęce po zaniżonej cenie. Jednakże 1 lipca 2011 r. zostali oni oczyszczeni przez prokuraturę z tego zarzutu.

Zarzuty wobec Komisji Majątkowej sformułowało także Centralne Biuro Antykorupcyjne, które wysłało 28 zawiadomień o podejrzeniu popełnienia przestępstw w orzeczeniach Komisji. Wątpliwości CBA wzbudziły m.in. przypadki przekazywania nieruchomości instytucjom, które nie potwierdziły prawa do jej posiadania; zwroty nieruchomości, które w myśl obowiązujących przepisów nie powinny zostać zwrócone; orzeczenia, które wbrew przepisom naruszały prawa nabyte innych osób; wyceny, które mogły być sporządzone z naruszeniem prawa; sposoby przyznawania nieruchomości zamiennych oraz ustalania wysokości odszkodowań.

Na przełomie października i listopada br. gliwicka prokuratura okręgowa postawiła kolejne zarzuty byłym członkom Komisji Majątkowej w śledztwie dotyczącym nieprawidłowości przy zwrocie kościelnej ziemi.

Zarzuty postawiono czterem byłym członkom Komisji. Dotyczą one wyrządzenia znacznych szkód w sprawach majątkowych oraz tzw. poświadczenia nieprawdy. Gliwicka prokuratura planuje postawić takie same zarzuty co najmniej jeszcze jednej osobie.

Rozwiązanie komisji

W październiku 2010 r. rząd przygotował nowelizację ustawy o stosunku państwa do Kościoła katolickiego przewidującą likwidację Komisji Majątkowej. Nowelizacja została przyjęta przez Sejm 16 grudnia, stanowiąc, że 1 marca 2011 r. komisja zostanie zniesiona.

Od momentu rozwiązania Komisji wszelkie nierozwiązane przez nią sprawy mogły być w terminie 6 miesięcy kierowane do sądów powszechnych. Jednak zaledwie około 30 z 216 podmiotów kościelnych, w których sprawach nie zakończono postępowania regulacyjnego, takie pozwy złożyło.